A great WordPress.com site

Archive for the ‘Przemyślenia’ Category

Czy w “przyziemiu” na pewno nie można się rozwinąć?

W związku z ostatnimi rozmowami na forum (www.wrotarozwoju.pl) ruszył we mnie pewien tok myślenia… Mianowicie zaczęłam się zastanawiać jak to jest z tym rozwojem duchowym.

Odnoszę dziwne wrażenie, że osoby, które mają najwięcej do powiedzenia w tym temacie w życiu osobistym są właściwie singlami lub mają co najwyżej partnera. Chodzi o to, że nie spada na nich żaden duży obowiązek, np. opieka nad dzieckiem, zajmowanie się domem, gotowanie obiadów, pranie, zmywanie, chodzenie na zakupy czyli żadne przyziemne czynności. Idąc tym tropem – mają duuuużo czasu na gdybanie, doszukiwanie, myślicielstwo… Wynika z tego wiele “dobrych rad” na temat jak powinno się wychowywać dziecko, co robić, co czytać, co oglądać, słuchać, żeby prawidłowo rozwinąć się duchowo. Zastanawiam się co do sensu ich wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że go nie ma…

Niestety… Czy naprawdę “oświecenie” może osiągnąć tylko ten, co ma czas na medytacje w bezruchu, rozmyślania filozoficzne, ćwiczenia wychodzenia z ciała? 😉 Gdyby tak było, to prawie wszyscy staliby w miejscu. Można rozwijać się wykonując codzienne czynności, można ćwiczyć uważną obecność we wszystkim co robimy. Polecam w tym momencie książkę E. Tolle “Potęga teraźniejszości”.

Bywa, że niestety sami siebie obwiniamy, że nie mamy czasu na rozwój. Od dzisiaj nie myśl tak!

Śmiem twierdzić, że ogrom codziennych czynności i obowiązków, jakie na wielu z nas spada jest niezłą próbą dla nas i naszego rozwoju, dlatego kiedy ktokolwiek powie Wam, że nie medytujesz, więc się nie rozwiniesz potraktujcie to jako niezły dowcip.. 😉

To jeszcze nie wszystko… Z tego co obserwuję to właśnie ludzie, którzy wiele osiągnęli w sferze finansowej są najbardziej rozwinięci. A można by przypuszczać, że będzie odwrotnie! Mowa tu oczywiście o tych, którzy własnymi siłami, ciężką pracą doszli do majątku. Z energetycznego punktu widzenia to całkiem logiczne – dobrze się ukorzenili, zbudowali solidne fundamenty. Ponadto wysiłek i nieustanne dążenie do celu nauczyło ich wytrwałości, co również ważne jest przy rozwoju, bo jak przestajesz nad sobą pracować to przestajesz się też rozwijać, a kto się nie rozwija, ten się cofa.. 🙂

Advertisements

Aby nigdy nie żałować wyboru

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego czasami żałujemy swojego wyboru?

Kupujemy coś w sklepie, a później myślimy “w sumie po co mi to?”, dokonujemy wyboru, którego po czasie (albo nawet od razu) żałujemy. Czujemy się zmanipulowani, ale sami nie wiemy z jakiego powodu. Dlaczego tak się dzieje? Nie podejmujemy decyzji świadomie… Produkt nie odpowiada naszemu wewnętrznemu “dlaczego”, nie kierowaliśmy się WŁASNYMI odczuciami, a wpadliśmy w pułapkę mody, manipulacji lub tego co wypada / nie wypada.

Nasze DLACZEGO musi pokrywać się z decyzją, inaczej poczujemy się oszukani. Wybierając coś, czy też podejmując jakąś decyzję musi to rezonować z naszym wnętrzem, innymi słowy mamy to CZUĆ, że to jest dla nas dobre. Każdą komórką swojego ciała.

Wielokrotnie przekonałam się o tym, że jeżeli czuję, że coś będzie dla mnie dobre, to zawsze, ZAWSZE byłam zadowolona, nie żałowałam, choć zdrowo rozsądkowo myśląc pomysł wydawał się totalnie szalony. Nie ma to żadnego znaczenia, kiedy kierujemy się intuicją, a nie damy się zwariować. Wystarczy zadać sobie pytanie “Czy JA tego chcę?”.

Pamiętaj, że to Ty jesteś najważniejszą osobą na świecie, Twoje zdanie jest ważne, Twoje myśli i uczucia są ważne. Zrób dla siebie wszystko, a zrobisz wszystko dla innych.

“Co mnie nie zabije to mnie wzmocni”

Czy aby na pewno…?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym popularnym powiedzeniem? Od jakiegoś czasu nie mogło mi wyjść z głowy, w końcu zaczęłam je mocno analizować.

Możecie się oczywiście ze mną nie zgodzić, ale kiedyś bardzo wierzyłam, że to prawda, dzisiaj natomiast wiem, że prawdą w tym powiedzeniu jest tylko tyle, że wspomniane „wzmocnienie” polega na zbudowaniu jeszcze jednego muru wokół siebie… Niestety. Negatywne rzeczy, które nas spotykają wcale nie wzmacniają naszej osobowości tak, jak byśmy chcieli, a jedynie powodują stopniowe zamykanie się na ludzi, uczucia, zaufanie. Ile razy można być zranionym, rozczarowanym? W końcu nasza gorycz powoduje, że zamykamy się na kolejne doświadczenia, odgradzamy się murem od ludzi i tym sposobem czujemy się silni, „bo nic nie czujemy, trzymamy dystans”. Ten dystans niszczy nas samych, zabiera nam czucie, czyli to co mamy najcenniejsze.

Najgorszą rzeczą jest nie czuć nic. Niektórzy może się cieszą, że nie mają emocji, ja jednak wolę czuć. W dzisiejszych czasach człowiek-robot jest uważany za ideał, bo nic go nie złamie, pójdzie do przodu mimo wszystko, szkoda tylko, że brak tu wrażliwości. Stąd nieludzkie zachowania, których przecież nie chcemy.

Wracając do tematu – myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest odejście od bycia beznamiętnym robotem i zamiast „wzmacniać się” porażkami lepiej je akceptować. Jesteś wolnym człowiekiem i zamiast robić sobie syf w głowie oraz naokoło siebie, puść wolno swoje żale, niech miną, a Ty spójrz naprzód i nie oglądając się za siebie żyj jakby tamto się nie wydarzyło. Dostałeś lekcję, weź z niej suchy wniosek i idź dalej. Nie przywiązuj się emocjonalnie do czegoś, co nie wyszło. Urodziłeś się po to, aby być szczęśliwy 🙂

O tak zwanej dojrzałej miłości…

Miłość to coś, co mamy gdy jesteśmy młodzi, potrafimy nieskalanie dawać wielkie jej ilości, ale nie jesteśmy przygotowani, by razem żyć – wtedy cierpimy z tego powodu… Kiedy jesteśmy starsi, mamy już wszystko, mieszkanie, doświadczenie, wiedzę, ale brak nam ODWAGI, by kochać!

 

Po przejściach zaczyna robić się interesownie. Każdy szuka partnera, spełniającego pewne kryteria, a miłość? „Miłość przyjdzie sama”… Nie. Nie przyjdzie, bo dawno ją zablokowaliśmy w swoim sercu, głowie i nastawieniu. Boimy się dawać, bo wtedy jest ryzyko, że ktoś nas skopie. Będąc młodym, nie wiemy jeszcze jak to boli, człowiek niby uczy się na błędach, a błędem jest to, że właśnie nie potrafimy się na nich uczyć. Błąd polega na tym, że mając już tyle doświadczeń życiowych, będąc napełnionym jakże cennymi przejściami i przeżyciami, tracimy je bezpowrotnie w imię spokoju, którego nie da się osiągnąć, bo ciągle czegoś nam brakuje. Brakuje miłości, którą wspaniale moglibyśmy dawać, gdybyśmy tylko zrobili odpowiedni użytek z naszych nabytych uzdolnień. Kiedy je już mamy, to się zamykamy – czy to nie ironiczne? Wtedy właśnie nadchodzi czas, by je wykorzystać!

 

Wciąż jednak przybywa osób zamykających się z wiekiem na uczucia, bo czucie ma to do siebie, że odczuwając miłość, odczuwamy też ból. Gdybyśmy byli w ciągłej euforii, jakże stałaby się nudna…

Niszczenie siebie przy pomocy innych

Często wydaje się nam, że ktoś nas niszczy, nie daje nam żyć, spowalnia, osłabia.

To nieprawda, to tylko wymówka dla samych siebie – „To on mnie demotywuje!”. Posługując się tym schematem dajemy sobą rządzić, wierzymy w czyjeś słowa, zamiast w siebie, swoją siłę. Nie dajemy rady, bo nie jesteśmy przekonani o nas samych, własnym Ja. Przykładowo, mamy jakiś pomysł, ale z zewnątrz słyszymy same negatywne opinie „eee nie dasz rady, jesteś zbyt głupi, wiesz ile z tym problemów? Musiałbyś zrobić to, to i to, a tego się nie da…” i… zaczynamy w to wierzyć, dajemy się osłabiać, czyli sami się niszczymy. Takie osoby nie mają zazwyczaj złych intencji, znajdują się po prostu w swoich sztywnych ramach, aktualnie dla nich nie do ogarnięcia.

Wychodząc POZA, rozwijając się, mamy już poszerzony horyzont, zaczynamy dostrzegać schematy, powiązania myślowe. Pozwala nam to przeskakiwać własne granice, ale weźmy pod uwagę, że niestety nie wszyscy w ten sposób myślą i nie jest możliwa całkowita izolacja od świata zewnętrznego i stworzenie własnego. Odizolować się nie da, ale da się radzić sobie z tym, co nas otacza i tylko od nas zależy jak to robimy. Można przyjąć postawę „spod byka”, ale po co, nie o to chodzi w rozwoju. Chodzi o to, by umieć sobie z tym radzić, aby być wystarczająco pewnym siebie, żeby takie uwagi nas nie ruszały, krótko mówiąc – dawać radę robić swoje.

Wydaje się trudne? A więc przekonaj się, że takie nie jest… Kiedy uważasz, że ktoś Cię hamuje, zadaj sobie kilka prostych pytań:

Czy ta osoba ma całkowitą i niepodważalną rację?

Czy rzeczywiście tego się NIE DA zrobić?

Czy problemy są na pewno nie do przejścia? Czy to właściwie są problemy, czy może nowe DOŚWIADCZENIA?

Czy była w moim życiu sytuacja, kiedy ktoś mówił, że nie zrobię czegoś, a ja to zrobiłem/am?

Przypomnij sobie co kierowało Tobą przy wyznaczaniu nowej ścieżki, czemu ma służyć Twój pomysł, czego dotyczy i jak ma służyć Tobie lub innym? Kieruj się pasją, zaangażowaniem i próbuj, RÓB, podejmuj działanie. Sama teoria się nie sprawdza, życie nie jest teorią, nie wierz innym, że czegoś nie potrafisz, przekonaj się o tym jak osiągasz swoje cele!