A great WordPress.com site

Archive for February, 2013

Normy moralne i społeczne – mechanizm działania

David Icke

Jest to jedna z pierwszych jego wypowiedzi, jakie słyszałam. Niesamowicie dająca do myślenia!

„Dało mi to własne zrozumienie jak łatwo garstce kontrolować wielu innych. Wszystko co trzeba zrobić, to narzucić normy społeczne. Co się uważa za właściwe, co za niewłaściwe, co za moralne i niemoralne, dobre i złe, rozsądne i szalone, możliwe i niemożliwe. Budujesz, jak to nazywam „strefę bez problemów”. Jeśli żyjesz w tej strefie postrzegania wierzeń, tego co myślisz i mówisz, to ludzie zostawiają Cię w spokoju, bo jesteś normalny. Jeśli wyjdziesz z tej zagrody i zaczniesz pokazywać swoją wyjątkowość, dziełem Illuminatów jest cała ludzka populacja strażników więziennych, którzy rzucają się na tych, którzy odstąpili od norm. Interesujące jest to, że gdy zbliżysz się do granicy strefy poglądów, to nie pomyślisz: „Gdy to zrobię, to co powie szef Banku Światowego…?”. Pomyślisz „Co powie moja matka, znajomi z baru, koledzy z pracy?”. Tworząc normy Illuminaci stworzyli nieograniczoną ludzką armię wymuszającą je na sobie wzajemnie.”

Advertisements

Życie jako sens istnienia

Sens życia człowieka uważam za jeden najbardziej ciekawych tematów, z jakimi zmaga się ludzkość od zarania dziejów. Po co żyjemy? Co czeka nas po śmierci? Któż z nas nie zadał w swoim życiu tych pytań?

Życie jest sensem samym w sobie. To znaczy, że żyjąc mamy się uczyć na wszystkim, co nas spotyka. Każdy moment niesie ze sobą lepsze poznanie otaczającego nas świata, nowy wniosek, który wcielając w dalszy ciąg swojej egzystencji tutaj, daje nam zysk w postaci zmiany schematów myślenia oraz działania, co pozwala na zrozumienie tych samych sytuacji z innej strony, umożliwiając nam nabycie jeszcze większej ilości wniosków, doświadczeń. To jak samonakręcający mechanizm doświadczania życia i otaczającego nas świata. Doświadczać oznacza w pełni w nim uczestniczyć, nie bać się zmian, wychodzić poza własne ramy, być elastycznym we własnym myśleniu, słuchać, obserwować, przelewać wszystko, co do nas dociera przez filtry naszych doświadczeń oraz na podstawie samodzielnego myślenia decydować co jest spójne z naszymi odczuciami, a co już lub jeszcze nie znajduje u nas miejsca.

 

Człowiek rodzi się jak czysta kartka papieru, a społeczeństwo warunkuje go w rozmaite sposoby. Dając mu opiekę we wczesnych latach życia, bez której mały człowiek nie poradziłby sobie, narzuca mu pewne zasady, których jeszcze nie rozróżniając, przyjmuje chcąc nie chcąc. Nie doszukiwałabym się tutaj, czy to akurat jest dobre czy złe, chcę tylko zwrócić uwagę, iż takie coś istnieje, a od inteligencji danej osoby zależy czy i w których dziedzinach się zbuntuje, dochodząc własnych wniosków, zadając takie a nie inne pytania. Każdy człowiek rodzi się z pewnym poziomem rozwinięcia swojego istnienia, który ujawnia się dopiero pod wpływem warunków temu sprzyjających. Kiedy istota jest gotowa na myślową samodzielność, zaczyna dochodzić do głosu jej wewnętrzna natura. Powstrzymywanie tego procesu byłoby istną głupotą, ponieważ gdyby w całej historii ludzkiej cywilizacji nie byłoby nigdy wyłamań, wyjść poza ramy społeczno-myślowe, nie postępowałby proces ewolucji… A czym jest życie? Ewolucją właśnie. Całe nasze istnienie opiera się na tym, żeby się rozwijać. Czy jesteśmy tego świadomi czy nie, cały czas się uczymy, nabywamy doświadczeń, rozwijamy się, zapisując to w esencję swojego istnienia.

 

Życie polega na tym, abyśmy oprócz ewolucji, czuli się maksymalnie szczęśliwi, nie uwarunkowani niczym, pełni miłości, radości, żebyśmy ciągle byli beztroscy jak dzieci, przyjmowali to, co nas spotyka z wdzięcznością – za lekcje, jakie dostajemy. Bez takiego podejścia ludzkość będzie sobie ciągle skakać do gardeł, obwiniać innych za własne niepowodzenia oraz generować negatywne, niskie, przytłaczające samych siebie wibracje. Człowiek pełen akceptacji nigdy nie będzie w stanie zrobić komuś krzywdy, bo okaże się to zupełnie niepotrzebne. Akceptacja siebie, poczucie i rozwijanie własnych wartości jest kluczem do szczęścia oraz świadomości życia jako celu samego w sobie.

O tak zwanej dojrzałej miłości…

Miłość to coś, co mamy gdy jesteśmy młodzi, potrafimy nieskalanie dawać wielkie jej ilości, ale nie jesteśmy przygotowani, by razem żyć – wtedy cierpimy z tego powodu… Kiedy jesteśmy starsi, mamy już wszystko, mieszkanie, doświadczenie, wiedzę, ale brak nam ODWAGI, by kochać!

 

Po przejściach zaczyna robić się interesownie. Każdy szuka partnera, spełniającego pewne kryteria, a miłość? „Miłość przyjdzie sama”… Nie. Nie przyjdzie, bo dawno ją zablokowaliśmy w swoim sercu, głowie i nastawieniu. Boimy się dawać, bo wtedy jest ryzyko, że ktoś nas skopie. Będąc młodym, nie wiemy jeszcze jak to boli, człowiek niby uczy się na błędach, a błędem jest to, że właśnie nie potrafimy się na nich uczyć. Błąd polega na tym, że mając już tyle doświadczeń życiowych, będąc napełnionym jakże cennymi przejściami i przeżyciami, tracimy je bezpowrotnie w imię spokoju, którego nie da się osiągnąć, bo ciągle czegoś nam brakuje. Brakuje miłości, którą wspaniale moglibyśmy dawać, gdybyśmy tylko zrobili odpowiedni użytek z naszych nabytych uzdolnień. Kiedy je już mamy, to się zamykamy – czy to nie ironiczne? Wtedy właśnie nadchodzi czas, by je wykorzystać!

 

Wciąż jednak przybywa osób zamykających się z wiekiem na uczucia, bo czucie ma to do siebie, że odczuwając miłość, odczuwamy też ból. Gdybyśmy byli w ciągłej euforii, jakże stałaby się nudna…

Niszczenie siebie przy pomocy innych

Często wydaje się nam, że ktoś nas niszczy, nie daje nam żyć, spowalnia, osłabia.

To nieprawda, to tylko wymówka dla samych siebie – „To on mnie demotywuje!”. Posługując się tym schematem dajemy sobą rządzić, wierzymy w czyjeś słowa, zamiast w siebie, swoją siłę. Nie dajemy rady, bo nie jesteśmy przekonani o nas samych, własnym Ja. Przykładowo, mamy jakiś pomysł, ale z zewnątrz słyszymy same negatywne opinie „eee nie dasz rady, jesteś zbyt głupi, wiesz ile z tym problemów? Musiałbyś zrobić to, to i to, a tego się nie da…” i… zaczynamy w to wierzyć, dajemy się osłabiać, czyli sami się niszczymy. Takie osoby nie mają zazwyczaj złych intencji, znajdują się po prostu w swoich sztywnych ramach, aktualnie dla nich nie do ogarnięcia.

Wychodząc POZA, rozwijając się, mamy już poszerzony horyzont, zaczynamy dostrzegać schematy, powiązania myślowe. Pozwala nam to przeskakiwać własne granice, ale weźmy pod uwagę, że niestety nie wszyscy w ten sposób myślą i nie jest możliwa całkowita izolacja od świata zewnętrznego i stworzenie własnego. Odizolować się nie da, ale da się radzić sobie z tym, co nas otacza i tylko od nas zależy jak to robimy. Można przyjąć postawę „spod byka”, ale po co, nie o to chodzi w rozwoju. Chodzi o to, by umieć sobie z tym radzić, aby być wystarczająco pewnym siebie, żeby takie uwagi nas nie ruszały, krótko mówiąc – dawać radę robić swoje.

Wydaje się trudne? A więc przekonaj się, że takie nie jest… Kiedy uważasz, że ktoś Cię hamuje, zadaj sobie kilka prostych pytań:

Czy ta osoba ma całkowitą i niepodważalną rację?

Czy rzeczywiście tego się NIE DA zrobić?

Czy problemy są na pewno nie do przejścia? Czy to właściwie są problemy, czy może nowe DOŚWIADCZENIA?

Czy była w moim życiu sytuacja, kiedy ktoś mówił, że nie zrobię czegoś, a ja to zrobiłem/am?

Przypomnij sobie co kierowało Tobą przy wyznaczaniu nowej ścieżki, czemu ma służyć Twój pomysł, czego dotyczy i jak ma służyć Tobie lub innym? Kieruj się pasją, zaangażowaniem i próbuj, RÓB, podejmuj działanie. Sama teoria się nie sprawdza, życie nie jest teorią, nie wierz innym, że czegoś nie potrafisz, przekonaj się o tym jak osiągasz swoje cele!